Niedziela misyjna

Niedziela misyjna

Kilka dni temu dostałem niespodziewane zaproszenie na wesele koleżanki, którą poznałem podczas misji. Pracowała jako wolontariuszka w szpitalu prowadzonym przez siostry. To proste zaproszenie skłoniło mnie do głębszej refleksji, zwłaszcza że papież Franciszek, w swoim liście na Światowy Dzień Misyjny, przywołuje obraz zaproszenia na ucztę weselną: „Idźcie i zapraszajcie na ucztę weselną.” Uznałem to za ciekawy zbieg okoliczności że akurat teraz, kiedy to wezwanie wybrzmiewa w Kościele, sam zostałem zaproszony na wesele.

Nasze życie, a szczególnie życie misyjne, zaczyna się od zaproszenia. Jednak aby zapraszać innych, musimy najpierw sami nauczyć się przyjmować zaproszenia, zwłaszcza te, które Bóg nam daje. Przypomniałem sobie słowa pewnego księdza, który kiedyś mówił, że czasami trzeba pozwolić sobie na to, by być obsłużonym. Jego rozmówca odpowiedział wtedy z ironią: „Przecież ty zawsze jesteś obsługiwany.” Wydaje się, że w misjach często to my jesteśmy tymi, którzy zapraszają i służą. Ale papież Franciszek przypomina, że misja nie jest zobowiązaniem. Misja to odpowiedź na spotkanie z Jezusem, to On pierwszy zaprasza. A zrozumienie tego wymaga, byśmy sami doświadczyli bycia zaproszonym.

To zaproszenie na wesele zmusiło mnie do refleksji nad moim życiem. Jak wiele Bożych zaproszeń dostałem? Jak wiele z nich odrzuciłem? Z perspektywy czasu widzę, że odrzucałem je z różnych powodów. Czasami wydawało mi się, że mam ważniejsze sprawy. Innym razem, zapraszający nie byli ludźmi, których lubię – ich zaproszenia wydawały mi się niewygodne. Dziś wiem, że to właśnie takich ludzi Bóg stawia na mojej drodze żeby wyrywać mnie z mojej bańki. To też lekcja dla mnie jako misjonarza, bo tak jak ja nie zawsze przyjmowałem zaproszenia, tak samo ludzie, do których jestem posłany, mogą odrzucać moje zaproszenie do wiary. Czasem na zawsze, a czasem tylko na chwilę. Ważne jest, bym nie zniechęcał się, ale „nastawał w porę i nie w porę”, jak mówi św. Paweł.

Franciszek podkreśla, że zaproszenie na ucztę weselną ma być maksymalistyczne – skierowane do wszystkich, bez wyjątku. Nie mogę wykluczać nikogo, nawet tych, którzy mnie rozczarowali, którzy odrzucili moje zaproszenie. Dzisiejsza Ewangelia dodaje: „bądźcie niewolnikami wszystkich.” Misja nie polega tylko na głoszeniu, ale na służbie. Jak na weselu – ktoś musi zająć się przygotowaniami, by inni mogli cieszyć się ucztą. Moja misja, moje zaproszenie, to nie tylko słowa – to konkretne działania w służbie drugim.

Kiedy przyglądam się temu wszystkiemu, widzę, że autentyczne zapraszanie innych wymaga ode mnie, abym najpierw sam potrafił przyjąć zaproszenie od Boga. Często zaproszenia te są trudne, niewygodne, może nieoczekiwane. Ale to właśnie te zaproszenia prowadzą mnie na drogi, których sam bym nie wybrał. Misja zaczyna się w sercu – od przyjęcia Jego zaproszenia. Dopiero kiedy sam przeżyję to doświadczenie, mogę autentycznie zapraszać innych. I w tym wszystkim uczę się cierpliwości. Jezus nie zniechęca się naszymi odmowami – wciąż zaprasza, czekając na naszą odpowiedź. Tak samo ja muszę być cierpliwy, zarówno wobec siebie, jak i wobec tych, do których jestem posłany.

To wezwanie do misji jest zaproszeniem do życia w pełni. Czasami trudnym, pełnym wyzwań, ale ostatecznie – to zaproszenie na ucztę weselną, w której każdy znajdzie swoje miejsce.

,, Ready or not, here I come

You can’t hide

Gonna find you

And take it slowly

Ready or not, here I come

You can’t hide

Gonna find you

And make you want me” (Fugees)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *